Rozpaczliwa błazenada Jerofiejewa
Wienedikt Jerofiejew “Moskwa Pietuszki”
Ho ho, Jerofiejew to gawędziarz jakich mało. Błyskotliwy, dowcipny, słowa lekko mu wyskakują z pod pióra, świetnie się czyta. Jednocześnie, zupełnie niespostrzeżenie, wplata w treść takie rozpaczliwe, poważne uwagi. Podaje czytelnikowi jakieś idiotyczne, błazeńskie przykłady z wypiciem czegoś tam w jakimś stanie, a czytelnik dopiero po jakimś czasie orientuje się, że to było tylko pozornie śmieszne. Że to było zupełnie serio.
Cudowna w tej niedługiej opowieści jest jej uniwersalność. To nieprawdopodobne, że w pewnym sensie można ją odbierać osobiście, że historia alkoholizującego się Wieniczki żyje, zamiast stać w muzeum literackich figur woskowych.
O, właśnie tak: los Wieniczki, alkoholika intelektualisty z głębokiego komunizmu w ZSRR potrafi dużo powiedzieć o mieliznach w życiu współczesnego obywatela Zachodu. Niewiarygodne: może chodzi o to, że System niejedno ma imię? Chyba nie, a przynajmniej nie do końca, ponieważ to jest opowieść humanistyczna, skupiona przede wszystkim na indywiduum. I o ile otoczenie wciąż podlega zmianom, człowiek w istocie swojej wciąż jest do siebie podobny.
